Opowiem wam pewną historię.
Posłuchajcie...
W kraju, gdzie ciało kobiety, to grzeszny kielich, pełen pokus, żyła dziewczyna o imieniu, które brzmiało, jak radosny świergot skowronka na słonecznym nieboskłonie.
Na imię jej było Światło Mgły.
Jej oczy były aksamitną czernią.
Jej usta - koralową słodyczą.
Głos jej brzmiał, niczym subtelne akordy, wygrywane na strunach harfy.
Jej ciało zaś...cóż...to ciało mogło przyprawić o zawrót głowy każdego.
Mężczyźni oddaliby życie za jedną chwilę, spędzoną w jej objęciach.
Pewnego dnia, gdy w moim rodzinnym kraju ponura zima sprawiała, że wszyscy z trudem przypominali sobie, jak wygląda słońce, po raz pierwszy postawiłem stopę na ziemi, gdzie słońce nigdy nie chowa się za chmurami.
Zewsząd otoczyły mnie nowe zapachy i obco brzmiące dźwięki. Ogłuszająco piekielny upał owinął mnie, niczym kokon.
Wychowany w gomułkowsko – gierkowskiej rzeczywistości, całe życie marzyłem o egzotycznych, orientalnych smakach i klimatach. Kiedy codzienność szarego PRL - u opadała na mą zmęczoną głowę duszącą zasłoną beznadziei, uciekałem w marzeniach do świata z Tysiąca i Jednej Nocy.
Jednak nawet tam – w świecie wyobraźni – myśl ma nie biegła aż tak daleko, tak śmiało, by gdzieś w tych obrazkach umieścić mnie samego.
A teraz, po latach tych marzeń, ziściło się.
Ponad wszelką wątpliwość.
Wyszedłem z samolotu, w towarzystwie równie ogłuszonych zmęczeniem i odmiennością tego świata, przyjaciół. Po dopełnieniu lotniskowych formalności, podnieceni czekającą nas, nieznaną przygodą, wsiedliśmy do zdezelowanej taksówki i ruszyliśmy w stronę hotelu.
Jadąc ulicami miasta, myślałem sobie, że opowieści snute przez Szecherezadę w niczym nie przypominały świata, który widziałem za oknem.
Ona mówiła o odurzająco pachnących kwiatach, lazurowym niebie i o zielonych palmach, dostojnie kołyszących się na wietrze.
O zapachach orientu, łączących w sobie cynamon, kardamon i imbir.
O smukłych minaretach i ażurowo - koronkowych ornamentach, zdobiących budowle.
Ja widziałem brudne ulice, niepozorne, szaro - białe budynki, ze ślepo - smutnymi spojrzeniami okien.
Widziałem zakurzone palmy, zwieszające ciężkie liście, w geście rezygnacji.
Widziałem rozpalone do białości niebo, bezlitośnie smagające słonecznym blaskiem.
Zakwefione duchy kobiecości przemykały cicho pod ścianami budynków.
Pewna siebie, bezczelna męskość, ćmiąc papierosy w wejściach do sklepów, głośno deliberowała o problemach tego świata.
Rozczarowanie zagłuszyło na moment wizje podsuwane dotąd przez wyobraźnię.
Ale chwilę potem smutek rozmył się w zachwycie.
Hotel był ziszczeniem snu europejczyka o Oriencie.
Alhambryjski przepych szedł w konkury z wynalazkami współczesności.
Odświeżająca kąpiel i zachłyśnięcie się urodą pokoju, tonącego w poduszkach, inkrustowanych meblach i pastelowych barwach zdobień, zagłuszyły pierwsze rozczarowanie.
Kolację postanowiliśmy zjeść w knajpce obok hotelu. Posadzono nas na poduszkach przy niziutkich stołach. Po chwili na nich pojawiły się miseczki i talerzyki pełne egzotycznych i apetycznie pachnących potraw.
Do posiłku przygrywała nam muzyka, zrazu dyskretna i monotonna, po chwili jednak dźwięk zaczął rosnąć w siłę.
Rozłożeni na miękkich poduszkach, pykaliśmy wodne fajeczki i leniwie wymienialiśmy uwagi na temat minionego dnia.
Nagle wokół nas zapadła całkowita cisza.
Światło przygasło.
W oślepiającym rozbłysku ognia pojawiła się ona.
Kruczoczarne pukle, kaskadą spływały do pasa.
Czoło zdobiła przepaska roziskrzona drobnymi klejnocikami.
Nad półprzezroczystym kwefem, zasłaniającym dół twarzy, migotały przepastne, tajemnicze, czarne oczy.
Idealnie smukłe ciało, przysłonięte było ozdobnym staniczkiem i szerokimi szarawarami.
Na smagłych ramionach pobrzękiwały bransolety.
Muzyka zabrzmiała równie nagle, jak ucichła.
I przed oczami widzów rozpoczął się spektakl.
Tancerka kusiła i czarowała.
Uwodziła.
Subtelnymi ruchami bioder, delikatnym pląsem dłoni, wężowymi ruchami ciała plotła z wolna sieć, z której nie miało być już ucieczki.
Taniec...to nie był taniec...
To było piękno w czystej postaci.
Eskalacja harmonii i pokus.
Gwałtowna burza zmysłów.
Wszystko trwało kilka minut, ja miałem wrażenie, że nieskończenie długo.
Świat nagle jakby zniknął. Zostałem tylko ja i ona.
Zawieszeni w przestrzeni, omotani muzyką, spleceni siłą naszych spojrzeń.
Ocknąłem się, gdy ktoś szarpnął mnie za ramię.
- Hej, obudź się, bo cię okradną! - koledzy śmiali się ze mnie, gdy patrzyłem dookoła nieprzytomnym wzrokiem.
- Co..? Nie, ja tylko...Gdzie ona jest? - słabym głosem zapytałem o to, co najważniejsze.
- Kto? Ta tancerka? Już dawno skończyła swój występ. Siedziałeś jak skamieniały dobre pół godziny. Wracamy do hotelu. Jak mamy jutro rano pojechać na plażę, musimy dziś wypocząć. Inaczej nici z zabawy w nurkowanie.
Za mną był męczący, wielogodzinny lot, potem jeszcze parę godzin w upale. Wydawałoby się, że powinienem zasnąć, jak dziecko.
Nic podobnego.
Całą noc przewracałem się w ogromnym łożu.
Gdy tylko zasypiałem, natychmiast pojawiała się w sennych majakach tajemnicza tancerka i uwodzicielsko kołysząc biodrami, wabiła mnie do siebie.
Gdy tylko zbliżałem się do niej, próbując uchwycić jej dłoń, budziłem się.
Echo jej perlistego śmiechu cały czas brzmiało w mej głowie.
- Wyglądasz jak świeżo wykopany nieboszczyk – Moi przyjaciele byli w wyśmienitych nastrojach – Co ty robiłeś całą noc? Biegałeś dookoła hotelu?
- Kiepsko spałem. To chyba zmiana klimatu.
- Napij się kawy. Oni tu serwują coś takiego, że nawet, gdybyś miesiąc przeleżał pod ziemią, postawi cię to na nogi.
- Dowcipniś... - Mruknąłem pod nosem bezbarwnym tonem.
Czułem się rzeczywiście dość kiepsko. Ale bynajmniej nie chodziło tylko o niewyspanie. Cały czas przed oczami widziałem dziewczynę ze snu.
Pożądanie paliło mnie od środka żywym ogniem.
Wypożyczyliśmy jeepa i ruszyliśmy w stronę plaży, z której odpływała łódź nurków. Pomyślałem, że może dzięki temu jakoś uda mi się zapomnieć o tancerce.
Plaża była malowniczym kawałkiem piasku, upstrzonym tu i ówdzie kępami palm. Należała do hotelu, który górował nad nią dumnie.
Na piasku wylegiwało się trochę turystów, większe grupki okupowały jednak płaskodenne łodzie, przy których kręcili się miejscowi, szykujący je do wypłynięcia.
Chłopaki żwawym krokiem ruszyli w stronę jednej z nich, gdy ja wlokłem się w ogonie, niemrawo przebierając nogami.
Nagle stanąłem, jak wryty.
To była ona. Na skromne bikini założyła przejrzysta tunikę, włosy związała na karku w ciężki węzeł. Aksamitnie przepastne oczy figlarnie spojrzały na mnie, po czym szybko pobiegła do wody.
- Nie płynę z wami. Zostaję tutaj. Po...poopalam się...czy coś - ledwo wydukałem bzdurne tłumaczenie.
Spojrzeli na mnie z politowaniem.
-Jesteś pewien, że chcesz zostać? To ryzykowne. Z nią i tak nie porozmawiasz, a tym bardziej się nie zabawisz. A możesz sobie narobić kłopotów.
-No co wy, chłopaki..? To nie o nią chodzi. Po prostu...jestem niewyspany. Zdrzemnę się pod palmą, poopalam. Wrócicie, ja będę się czuł dużo lepiej i pojedziemy gdzieś na wycieczkę.
- Taaa...no dobra, twoja wola. Tylko uważaj na siebie.
-Ok, ok... - ruszyłem w stronę rozłożystej palmy, pod którą zamierzałem rozłożyć swój ręcznik.
Cały czas uważnie obserwowałem dziewczynę, pływającą, niczym delfin, w morzu.
Chwilę później słońce zalśniło na jej mokrej skórze. Tunika oblepiała jej ciało, co wyglądało dużo bardziej kusząco, niż gdyby była całkiem naga.
Dodatkowo – jakby mało było elementów, które doprowadzały mnie u niej do szału pożądania - pochyliła lekko na bok głowę i leniwym ruchem zaczęła wykręcać nadmiar wody z ciężkiej kaskady włosów.
- Jeeezu...zwariuję tutaj... - mruknąłem do siebie.
Dziewczyna leniwym krokiem ruszyła w stronę swojego ręcznika. Usiadła, otoczona grupą znajomych. Popatrywałem dyskretnie w ich stronę. Rozmawiali, śmiali się, popijając z puszek napoje. Nie patrzyła na mnie otwarcie, ale co jakiś czas strzelała w moją stronę oczami.
Ułożyłem się wygodnie na ręczniku i spod półprzymkniętych powiek obserwowałem, jak jej schnące w słońcu włosy zaczynają zwijać się w miękkie pukle, jak jej skóra pobłyskuje kusząco olejkiem do opalania, jak jej olśniewająco białe zęby błyszczą w słonecznym blasku...
Nie wiedzieć kiedy, w swe opiekuńcze objęcia, zagarnął mnie Morfeusz. Obudziłem się nagle, pod powiekami mając jej obraz.
Tyle, że jej nie było.
Zniknęła. Wraz z nią jej przyjaciele.
Oraz moje klapki. Co do diabła?! Ktoś sobie wziął pamiątkę po turyście – europejczyku??
Wściekły i otumaniony, czekałem na chłopaków. Wrócili niedługo później.Wyglądało na to, że zostanę błaznem programowym tego wyjazdu, całkiem zresztą mimowolnie.
Rozbawiłem ich do łez informacją, że po pierwsze nadal nie wiem nawet, jak ona ma na imię, a po drugie – poniosłem pierwsze straty materialne na okoliczność tej – diabli wiedzą, jak to nazwać – znajomości? Posykując z bólu przy każdym kroku, ruszyłem ślamazarnie za chłopakami.
Kamienie i piasek były rozgrzane do białości, czułem się, jakbym spacerował w ognisku.
Resztę dnia - po dokonaniu pośpiesznego zakupu zastępczego obuwia, na pierwszym, napotkanym straganie - spędziliśmy na podziwianiu zabytków, błądzeniu w ciasnych uliczkach miasta, podglądaniu życia codziennego jego mieszkańców i zakupach na suku.
Gdy - po powrocie do hotelu - przechodziliśmy koło basenu, zobaczyłem nagle moje klapki.
Stały sobie, równiutko ustawione obok maleńkich, misternie zdobionych klejnocikami, damskich pantofelków.
- o k...urcze...A skąd one tu?? - musiałem nieźle wyglądać, bo chłopaki mało nie poumierali ze śmiechu.
-No zobacz - wróżka jakaś, czy co? Tylko dlaczego, zamiast dać ci worek skarbów Ali Baby, zabrała klapki? I na dodatek przyniosła je aż tu?Tajemnicza sprawa...
Po kolacji, zmęczeni, szybko rozeszliśmy się do pokojów. Tym razem zasnąłem, jakby ktoś nagle odłączył mnie od prądu.
Ocknąłem się w całkowitych ciemnościach. Zza okna dobiegał odległy śpiew muezzina, ale gdzieś, obok mnie rozbrzmiewały delikatne dźwięki fletu.
I jeszcze coś.
Pobrzękiwanie. Zupełnie jak...bransoletki?
Tańczyła powoli, zmysłowo poruszając biodrami. Ramiona, zdobne w złote krążki, przyzywały mnie gestem.
Szepnęła coś cicho, uśmiechnęła się.
Bałem się poruszyć, żeby nie zniknęła.
Zastanawiałem się, co do mnie mówi.
Jej język, pełen gardłowych przydechów i zgłosek, był równie tajemniczy, jak ona sama.
- Summija Nur Dabab... – powtórzyła nieco głośniej.
Nagle – jednym kocim ruchem – znalazła się na łóżku obok mnie. Szybkim gestem ściągnęła prześcieradło i przywarła do mnie całym swym gorącym ciałem.
Tu i ówdzie uwierały mnie brzęczące i świecące ozdoby jej stroju, ale przecież nie zamierzałem przejmować się drobiazgami...
Była tu, dotykałem ją, czułem jej zapach...mieszanina piżma, kardamonu i drzewa sandałowego...
Pachniała obłędnie.
Jej gęste, długie włosy łaskotały mnie w twarz, owijały się wokół mych ramion, smagały mój tors... niczym żywe istoty, niezależne byty, przepełnione erotyczną mocą.
- Aszik – i...- Szeptała gorączkowo wprost do mojego ucha.
Nie miałem pojęcia, co mówi, ale czułem, że chce ode mnie tego samego, czego ja zapragnąłem, gdy tylko spojrzałem po raz pierwszy w te przepastne oczy.
Przysiadła na piętach i powoli, patrząc mi w oczy, zdjęła zasłonę z twarzy. Po chwili, nieco się ociągając, rozpięła stanik.
Zamarłem w bezruchu, nie oddychając prawie.
Bałem się, że jedno moje poruszenie spłoszy jej rozpaczliwą odwagę, która – pojawiając się znikąd – pozwoliła jej tu przyjść, łamiąc wszelkie zasady.
Kiedy ostatnia część jej skromnego stroju -szarawary - opadły na podłogę, podniosła na mnie oczy i uśmiechnęła się.
W tym uśmiechu zawarta była niema prośba o akceptację tego, co właśnie zrobiła.
Rozpaczliwie próbowała dodać sobie odwagi.
- Jesteś taka piękna...- szepnąłem po polsku nie dbając o to, czy zrozumie.
Z tonu głosu mogła wyczytać wszystko. Powoli wyciągnąłem dłoń. Opuszkami palców dotknąłem jej ramienia. Wzdrygnęła się lekko. Ja wędrowałem dalej.
Patrząc jej prosto w oczy, wsunąłem dłoń w gęstwinę włosów, przyciągnąłem lekko do siebie i pocałowałem ją.
Kiedy nasze usta zetknęły się, w jednej chwili poczułem prąd, przebiegający przez nasze ciała, by za moment znaleźć się w przedziwnej oazie spokoju i pewności.
Wszystko, co ma miejsce za murami tego hotelu, cały świat dookoła nas – to nie jest ważne.
Istotna jest ta chwila.
I my.
Miała takie miękkie usta, aksamitne...
Rozchyliła je powoli i – zrazu nieśmiało, po chwili już jakby pewniej, pragnąc poznać egzotyczny smak europejczyka – jej język podjął wędrówkę.
Badała nim wnętrze mych ust, splatała go z moim, zębami delikatnie kąsała wargi.
Położyła się, pociągając mnie za sobą. Jej smukłe, prężne ciało, drżało z napięcia.
Jednak nie ustawała w chęci, czy może potrzebie, poznania tego, co jeszcze nieznane. Objęła dłońmi moją głowę i całowała tak, jakby od tego pocałunku zależało dalsze istnienie świata.
Moje dłonie wędrowały wzdłuż jej tułowia, co i raz napotykając na drodze ciepłą kulistość piersi.
Jej sutki prężyły się śmiało, niczym minarety w arabskim krajobrazie.
Umknąłem ustami od jej warg, by obdarzyć je gorącą pieszczotą. Jęknęła cicho, wyginając plecy w łuk.
Po chwili podjąłem powolną wędrówkę, niczym badacz nieznanych światów, po półcieniach jej gorącego ciała.
Jedwabista skóra płonęła z chęci oddania się zbliżającej rozkoszy, w moich lędźwiach wzbierała niepohamowana burza zmysłów.
Nieśmiało, acz z wielką determinacją, rozchyliła bursztynowe uda, bym mógł zaznać rozkoszy ziemskiego raju.
- Na'am...an na'am...- szeptała gorączkowo.
Ustami zagarniałem jej kwiat orientu, rozkoszując się piżmowo – kardamonowym posmakiem.
Rozchylone płatki nie broniły dostępu do niczego, otwarta i wilgotna, jak łąka w świetlisty poranek, oddawała mi się z odwagą, godną wojownika.
Mój język poznawał każde załamanie, najdrobniejszą krzywiznę gorącego źródła rozkoszy. Jej ciałem co i raz wstrząsały dreszcze podniecenia.
Gdy poczułem, jak bliska jest już spełnienia, oparty na drżących ramionach, wypełniłem ją sobą, z zachwytem chłonąc obraz jej przepięknej buzi.
W jednym rytmie zdążaliśmy do kresu tej podróży.
Ekstatyczne przeżycie połączyło nas w tej jednej, jedynej chwili, w której należeliśmy tylko do siebie.
I łza.
Diament, toczący się powoli po jej policzku, krzyczący swą kruchością, jak wielka przepaść jest między nami.
Obudziłem się w białym świetle poranka, nie wiedząc, czy to, co wyryło się w mej pamięci było prawdą, czy ułudą senną jedynie.
Nigdy więcej już jej nie zobaczyłem. Zostało tylko wspomnienie.
– Światło Mgły...
Najpiękniejsza kobieta mojego życia...
zapisuje Twój glos ... proszę czekać ...
| Wyświetlone: |
1898 raz(y) |
| Dodał(a): |
Grundi |
| Dodano: |
sob, 05 lip 2008 |
+ dodaj WŁASNĄ opinięWasze opinie (5):
Kurcze niezłe.....
Ange ja sie tez kurcze.
świetne...
Kto to tu wogóle zamieszcza?! Gówno bez puenty... To nie jest strona na dziadowskie opowiadania jakiegoś bardzo przeciętnego nastolatka z fantazją. Chłam. Załóż sobie bloga a tu nie zanudzaj ludzi.
poperam w 100% jeerz
Dodaj własną opinię