LOSUJ DALEJ

Krzyz na droge

          #Teksty  
Grundi Grundi
dodał: 05 lipiec 2008
wyświetleń: 2419
komentarzy: 0
Krzyz na droge

Ona nigdy nie będzie twoja. Zapomnij, stary - powiedział do mnie kolega Andrzej, gdy na początku lat '90 pokazałem mu na szkolnej przerwie taką jedną dziewczynę, co mi się podobała.
- Mówisz, że nawet nie mam co do niej startować? - spytałem tonem żebrającym choćby o iskrę optymizmu.
- Takie laski nie zadają się z takimi jak ty. Przeciez ty w klasie podobasz się może ze dwom laskom. I to takim z najniższej półki.
Jedyna prawda, która nie kole w oczy to ta, którą znamy i z którą już wcześniej się pogodziliśmy. Racja była po stronie Andrzeja. Olga - bo tak miała na imię jedna z moich podstawówkowych miłości nie była mi pisana, choć tego akurat nie chciałem zrozumieć. Uderzyłem więc do niej na jednej z przerw międzylekcyjnych.
- A może byś chciała ze mną chodzić, co?
- Co? - odparła zdziwiona.
- Bo wydaje mi się, że cię kocham.
- Odejdź.
Odszedłem.
Minęły lata. Minęła podstawówka, minęło liceum. Olgę co jakiś czas widywałem na mieście, na dyskotece i różnych melinach. Wyrosło się jej na bardzo fajną laskę. Z biegiem czasu zmienił się jej stosunek do mnie. Z pogardy przeszła na równouprawniające koleżeństwo, choć ilekroć ją spotykałem, do głowy powracała mi jedna myśl: kiedyś będziesz moja. Będę duży, sławny i bogaty. Wtedy zerżnę cię i porzucę.

Olgę spotkałem dwa tygodnie temu w Wawie. W metrze. Całkiem przypadkowo. Jak zwykle skupiony na jakiejś grze na komórce nie zwracałem uwagi na otoczenie, gdy nagle podeszła do mnie kobita...
- Przepraszam, czy my się przypadkiem nie znamy?
Podniosłem wzrok, ujrzałem Olgę.
- Cześć, Olga.
- Tomek!
W jej oczach ujrzałem kurwiki.
- Ale ty się zmieniłeś...
Z pewnością znacie te spojrzenie. Szeroko otwarte oczy i usta w uśmiechu składające się do wypowiedzenia słów, których wypowiedzieć nie wypada. Za stary jestem na takie numery. Od razu wyczułem, że dziewczynie gust się pogorszył, bo wpatrywała się we mnie tak, jakby nie mogła się doczekać aż zaproponuję jej kawę.
- Idziemy na kawę - oznajmiłem wiedząc, że wcale nie muszę pytać, czy chce i czy ma czas. Chciała i miała czas.

Dziś jesteśmy już po trzecim spotkaniu. Tak się jakoś złożyło, że ilekroć dzwoniłem do niej i dawałem jej pół godziny na dojazd do centrum w celu skonsumowania ze mną kolejnej kawy, ona zawsze wyrabiała się w czasie.
Wyrosła na średnio atrakcyjną kobietę. Za młodu była fajniejsza, 7.6 kg szczuplejsza, piersi też nieco wyżej nosiła, podczas rozmów nie przytakiwała z częstotliwością 20 taknieć na minutę i nie gapiła się na mnie jak debilka. Olga zdecydowanie przestała być w moim typie, ale...
Kominek nie zapomina zniewag! Ja pamiętam o swej obietnicy sprzed lat, pamiętam jak odrzuciła moje zaloty, a potem obrabiała mi dupę plotkując z koleżankami. Ja pamiętam jak na moich oczach lizała się z takim jednym z VII B. Ja to wszystko pamiętam. I nadszedł czas zemsty.

Ale mam dylemat.
Laska jest tak skręcona, że zgodzi sie na wszystko - seks bez zobowiązań, związek bez zobowiązań, natychmiastowy ślub, powiększenie piersi i wydrenowanie sobie drugiej dziurki w tyłku. Mam wielką ochotę tak zwyczajnie ją przelecieć i zostawić, czyli podpuścić ja pod bzykanie bez zobowiązań. Tyle że łatwo to mówić, trudniej zrobić. Z doświadczenia wiem, że tylko debile albo łóżkowi nieudacznicy wierzą w formułę "seksu bez zobowiązań".
Bo jedna z kominkowych prawd głosi: dobry seks zawsze rodzi zobowiązania przynajmniej u jednej ze stron.
Zawsze jednej ze stron zaczyna zależeć trochę bardziej na częstszych spotkaniach połączonych z niezobowiązującym seksem i wtedy cała idea wolności i niezależności wali się w drobny mak.
Seks bez zobowiązań istnieje tylko w przypadku ludzi o średnich możliwościach seksualnych. Takich, którzy dadzą buzi, strzelą minetkę, w zamian dostaną lodzika, przerżną i pójdą spać.
Słowem seks bez zobowiązań owszem istnieje, ale tylko wtedy, gdy jest jednorazowy.

Rzecz w tym, że jeśli ją bzyknę to tak, że jak dziewczyna wejdzie na orbitę to nie będzie chciała z niej zejść.
Po prostu wiem, że w te klocki jestem dobry i wiem, że będzie zachwycona. Ja też będę zadowolony, bo zemsta się uda, ale jak w banku będę miał ją, jej maile, smsy, telefony na karku co najmniej do momentu, w którym powiem, żeby sobie poszła w cholerę. A tego z kolei nie chcę, bo to ją skrzywdzi. Mnie wystarczy tylko ją bzyknąć i w spokoju mogę umrzeć. Nie chcę jej płaczu i zawodzenia, bo to dobra kobieta jest.

I co by tu zrobić? Zemścić się za upokorzenie doznane za młodych lat i dopiąć swego, czy odpuścić i krzyż jej na drogę? A może udać głupiego, czyli kogoś takiego jak większość z was i bezmyślnie ją bzyknąć naiwnie wierząc, że seks bez zobowiązań nie rodzi zobowiązań?
LOSUJ DALEJ